Chociaż tytuł sugeruje coś innego, tym razem chciałbym, żebyś Ty sam, Drogi Czytelniku wybrał ścięzkę dźwiękową do tego tekstu. NIech to będzie coś, co dla Ciebie nierozerwalnie łączyć się będzie z minionym rokiem, jakaś forma podsumowania. Długo mi zajęło zanim wybrałem swoją. Trudnoo jest wybrac jeden utwór, który w krótkim tekście zawsze wydarzenia z minionych 12 miesięcy. Ten, który wybrałem jest swego rodzaju uogólnieniem. Gdybym miał stworzyć ścieżkę dźwiękową roku 2009? Minimum 10 pozycji by zawierała. Minimum, bo to pierwsze, które przychodzą do głowy. Moją piosenką 2009 jest Myslovitz - "Spacer w bokserskich rękawicach".
Gdzieś z tyłu dochodziły lekko tylko przytłumione odgłosy największej zabawy sylwestrowej w mieście. Tak, wielka impreza na placu w centrum miasta ma swój urok, ale nie tym razem. Dzisiaj naprawdę nie mam ochoty stać w tłumie zupełnie obcych mi ludzi i udawać, ze cieszę się z nadejścia Nowego Roku. Wolę przejść się po zaskakująco pustych ulicach, gdzie tylko czasem można natknąć się na jakąś zbłąkaną duszę poszukującą całodobowego sklepu, zaopatrującego w odpowiednie napoje kojące jej skołatane nerwy i przynoszące chęć zabawy. Część z nich jest nawet bardzo rozmownych, uśmiechną się i szczerze głośnym, acz nadwątlonym głosem zakrzykną „Szczęśliwego!”. Każdemu z nich odpowiadam z równie szerokim uśmiechem. W końcu im też należy się szczęście, a już ich sprawą, jak to szczęście pojmują.
Idąc dalej, poczułem wreszcie to, czego ja sam szukałem. Samotność. Pozwoliłem sobie rozkoszować się śniegiem iskrzącym w ciepłym świetle latarni, świeżymi, puchatymi płatkami spływającymi leniwie by w końcu opaść na ziemie razem z innymi tworząc przyjemnie skrzypiącą pod stopami, jednolita białą masę. Spokojny krajobraz niespokojnego zwykle miasta. Zaskakująco wyciszający i refleksyjny. Jedynie ciche pomruki koncertu i głośniejsze, mijanych po drodze imprez domowych zakłócają te zakrawające o utopię chwile. Cóż, tego niestety nie da się ominąć w taką noc, jak ta…
Tak właściwie to co to za noc? Dla wielu ludzi szczególna, noc, kiedy kończy się stary rok, a nowy czai się już gdzieś za rogiem, żeby zająć jego miejsce. Tutaj jawi się naiwność ludzka, wszyscy tak wyczekujemy tego malca, bo niesie on nadzieję na coś nowego i lepszego. Życie jest trudne i składa się bardzo często z prawie samych niepowodzeń. Zbliżający się koniec, niezależnie czego, jest czasem podsumowań, tworzymy bilanse minionego czasu. Niestety bardzo często bilanse są ujemne. Nowe traktujemy jak czystą kartkę, która możemy zapisać, czym tylko chcemy. Naiwna wiara, powtarzana co roku w tym samym okresie. Przeszłość ma wpływ na teraźniejszość i na przyszłość oczywiście. Nie uciekniemy od tego, nie ważne jak szybko biec będziemy. Czy ja jestem inny? Nie! Naiwność jest taka ludzka a i ja przecież jestem człowiekiem. Spaceruje po świeżo ośnieżonych ulicach, wytyczając nowe ścieżki na gładkim jeszcze puchu. Pozornie tylko nowe… Odwiedzam wszystkie ważne dla mnie w mijającym toku miejsca, mniej lub bardziej dobrze się kojarzące, ale wszystkie powiązane z jednym. Przemierzam te drogi jak mapę ostatniego fragmentu swojego życia. Spotykam moje małe zabytki i z uśmiechem na twarzy wspominam, co tam się wydarzyło. Rzadko żałuję, bo niczego tak nie lubię, jak żałować tego, co już się wydarzyło. Mimo to mój bilans również wypada ujemnie. Wiele dobrego się wydarzyło o czym nigdy nie zapomnę, jednak jedna błędna decyzja może rzucić cień na wszystko…
Powoli docierałem do celu. Nad dachami bloków majaczył delikatnie acz jasno oświetlony pylon a po chwili zza rogu wychylił się w pełni swojego majestatu. Piękny w swym ogromie wiszący most, pierwszy taki w mieście. Lubię mosty, ale ten jest dla mnie szczególnym. Nie wiem, skąd takie upodobanie to tego typu właśnie architektury użytkowej, wiem tylko, że w mostach jest coś magicznego, coś co przyciąga i magnetyzuje. Ten konkretny oddziałuje w ten sposób jeszcze silniej, oglądany z daleka wzbudza respekt i zachwyt. Kiedy się po nim stąpa, jest jak przyjaciel, który nie pozwoli zmoczyć stóp w zimnej i zdradliwej wodzie rzeki płynącej poniżej, jest ostoją w trudnej przeprawie. Sam pylon przypomina granicę, oświetloną bramę do innego świata, gdzie można zaznać choć odrobiny spokoju. Czy i tym razem mnie tam powiedzie? Nie, tym razem nie mogę na to liczyć. Jestem zdany na siebie, a brama jest dla mnie zamknięta.
Czy i ja roztaczam wizje dotyczące nadchodzącego nowego? Tak. Ja żyję marzeniami. Matura, studia, praca, wakacje, miłość, przyjaciele… Wszystko to jawi się przede mną jako piękny obrazek. Niestety ponad tym wszystkim zebrały się ciemne chmury poczucia beznadziejności. Tak dotkliwie uderzające właśnie teraz, w czasie podsumowań. Kiedy człowiek postanowi przewartościować choć mały okres życia, okazuje się, że tak wiele smutku się w nim pojawia. Ale… zaraz… Jest jedna ważna rzecz, której nauczyłem się przez ten ostatni rok, której nauczyłem się od… Ja i tylko ja mam wpływ na swoje życie, a jeśli nie ja, to kto inny będzie w stanie o nie zawalczyć?! Zbyt długo pozwalałem życiu kierować mną, czas pokierować swoim życiem.
Przechyliłem się przez barierkę. Zimny, orzeźwiający podmuch owionął mi twarz. Spojrzałem w dół, w sunącą wartko toń mroźnej wody… Nie teraz, nie dzisiaj, nigdy…