Czytając, posuchaj Them Crooked Vultures - "Dead end friends". I koniecznie, skup się na tekście tej piosenki, pomoże...
Pierwszy bieg. Cichy pomruk wydobył się spod maski, nie zagłuszany jeszcze dźwiękami radia. Powoli unosiła się brama, a przed oczami ukazała się ciemność. Spod kół dobył się chrzęst opon toczących się po żwirze. Leniwie wytaczałem się na ulicę. Światła rozjarzyły niczym oczy wściekłego kota. Przed sobą miałem tylko czerń asfaltu.
Drugi bieg. Zacząłem nabierać prędkości. Sam w pustym samochodzie. Po plecach przebiegł mnie znajomy dreszcz podniecenia. Niepokojąco gęsty mrok otulający świat, przecinany jedynie przez lampy auta. Po obu stronach przerażająco spokojny, gęsty las. Połacie blachy dające fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Czuję noc w swoich żyłach, woła mnie, zaprasza do siebie…
Trzeci bieg. Wskazówka prędkościomierza przekroczyła już 70 km/h. Teraz dopiero zaczyna się podróż. Nie wiem gdzie jadę i czego szukam. Przesuwam się ślepo prowadzony jedynie przez zakręty wąskiej asfaltowej drogi.
Czwarty bieg. Ciemne kształty za oknami stopiły się w wielką masę czerni. Patrzę na nią i widzę ból, cierpienie, tęsknotę, żal…. Dociskam gaz marząc, żeby to wszystko uciekło, zostało za mną. Wzrok tęsknie wlepiam w tę samotną plamę światła sunącą tuż przed maską.
Piąty bieg. Nie warto już nawet patrzeć na licznik. Prawo jest już jedynie mitem, zapomniane ogranicza maluczkich. Jadę w noc szukając tej części mnie, którą zgubiłem dawno temu. Tej, która dopełniała mnie, która powodowała szczęście… Wiem kim jesteś, wiec proszę otwórz drzwi i wejdź tutaj. Obejmij mnie mocno i zrób to znowu. Rozjaśnij otaczający mnie mrok. Tęsknię do bliskości moich przyjaciół. Tych na dobre i na złe. Wypełniających puste życie. Teraz nieobecnych, spłoszonych problemami, wyniszczonych agresją… Bratnich dusz zastępujących zawodzącą rodzinę, pozwalających zapomnieć o nieudanej miłości. Dających powód do wstawania z łóżka o porankach i pokonywania przeciwności…. Musze wiedzieć, czy na końcu drogi czeka śmierć.
Szósty bieg. Ja i moi przyjaciele na dobre i na złe. Ona obok mnie, jak zawsze, zarezerwowała sobie fotel pasażera. On z tyłu, cichy bohater, obserwujący życie jakby z ukrycia, dyskretnym szeptem podpowiadający którą drogę wybrać. Obok niego druga ona. Pojawiła się tam całkiem niedawno, jak przydrożna autostopowiczka czekająca samotnego podróżnika kierującego się w tę samą stronę. Wciskamy się w noc, gdzie zaczyna się nieśmiertelność. Słodka niczym klątwa będąca daleko poza zasięgiem moich wyciągniętych rąk. Budzącą tę martwą już część mnie.
Wskazówka na prędkościomierzu dawno przekroczyła już 200 km/h. To będzie koniec tej trudnej wędrówki. Nagle w oddali wyrosła drewniana ściana lasu. Silnik zawył próbując przyspieszyć ostatkami sił.
Śmierć.